Szanuj wóz swój, możesz mieć gorszy!

http://www.fan126p.pl/8.html

Zbieram się i zbieram, żeby oddać mojego dziada do naprawy blacharskiej. I kiedy wszystko już wydawało się być w porządku, blisko celu… DUP! Problemy z terminami wypłat simoleonów!

A przecież już wszystko mam ustawione! Blacharza, auto zastępcze, taile.
Nie zostaje mi nic tylko jakoś pokombinować i mimo kolejnych przeszkód, oddać auto do zrobienia!!! Będzie zrobione choćbym miał stawać na uszach!

Ale nie to jest puentą tego wpisu. Chodzi o ten wspomniany samochód zastępczy. Brzmi to tak dumnie i ciekawie. Tym czasem pod tym hasełkiem skrywa się mały pożyczak od kolegi – 126p!

Kaszel, Gepel, Maluch, Kaszlak! Autko obrastające w kult, klasyczne. Auto to w sumie dużo powiedziane. Od momentu w którym musiałem po 8 latach znowu się do niego zmieścić, wiele się zmieniło. I niestety nie po stronie pojazdu, tylko mojej.

Może nie urosłem w górę, raczej jestem tego samego wzrostu co w liceum, ale w poprzek a zwłaszcza w przód, kilka kilo i cm doszło. Dodatkowo ten egzemplarz ma przypadłość jeszcze bardziej komplikującą całą sprawę. Mianowicie fotel jest ustawiony w jedynej słusznej pozycji i nie sposób go ruszyć. Niestety ta pozycja nie jest najdalsza od kierownicy.

Jednak zanim wsiądzie się do środka, trzeba podłączyć akuś. Bąbel ma problem z alarmem który wciąga akumulator szybciej niż grube dziecko shake’a z MC. Ostatecznie po ewentualnym usadowieniu się (dalekim od możliwego do określenia wygodnym) jakoś udaje się domknąć lekko wiszące, lewe drzwi. Ssanie, ruch stacyjką i słychać charakterystyczny dźwięk rozrusznika. Odpalenie z lekkim muskaniem gazu, i słychać charakterystyczny dźwięk silnika.

TA DA! Mamy chodzącego Kaszla.

Całkiem inaczej sobie zapamiętałem podróż. Zarówno z dzieciństwa (Ojciec, ja z bratem, bagaże i 2 rowery na dachu!), jak i z liceum. Jeśli ktoś uważa jakąś drogę za całkiem OK, powinien przesiąść się do Kaszloka i zweryfikować wcześniejszą opinię. Zawieszenie jest po prostu śmieszne, bo autko skacze jak piłka po wszystkich nierównościach, dziurach, progach. Guliki zamieniają się w leje po bombie. A dziury które się wcześniej po prostu omijało, teraz wyglądają jak wielkie kaniony w których idzie schować ten pojazd.

Przejechałem się z kumplem tak dla zabawy, przez kilka metrów. Po drodze zdążyliśmy odkryć włącznik alarmu który zaczął się włączać w losowych momentach. Szkoda że sposób na wyłączenie odkryliśmy wieczorem, po tym jak zdemontowałem już klakson! Ostatecznie kolega po tym jak wsiadł do swojej już pełnoletniej E30, poczuł się jak Maharadża. Pełny luksus! Zawieszenie działa, drzwi się zamykają, a nie trzeba ich zamykać jak wrót. Generalnie jest przeskok jakościowy!

To pokazuje jak czasem można nie doceniać swojego auta. Kolega nawet dla fanu, nie specjalnie chce kaszlem jeździć. Nie sprawia mu to zabawy. Mimo że nie jest rozpuszczonym pieskiem, bo gdybyście widzieli jego poprzednie auto, stwierdzilibyście że to nie miało prawa jechać!

A jednak! Jest poziom poniżej którego jazda z przyjemności zamienia się w mękę. U kumpla wyznacznikiem tego poziomu jest 126p. Dla mnie chyba jedyną taką wyprawą był kurs Nexią od znajomych. Z całego serca nienawidzę tego auta.

Następnego dnia przejechałem się z innym kolegą, a potem on przewiózł mnie swoim Seicento. Teoretycznie, w prostej linii, jest to następca Kaszla. I widać to po lakierze wewnątrz auta, wszędobylskiemu minimalizmowi, grubości drzwi, umiejscowieniu szyby przed nosem. Ale jednak jazda odbywa się w ciszy, prędkość przelotowa to 100 a nie 70 km/h, a zawieszenie faktycznie jest w stanie zapobiec obiciu głowy o dach i szybę drzwi.

Postęp w tamtych latach szedł w tą dobrą stronę. Zwiększał wygodę, zmniejszał awaryjność. Realnie poprawiał parametry użytkowe samochodu. Teraz coraz częściej wszystko jest zrobione na pałę. Jestem strasznie ciekaw czy nowe Aveo czy Clio będzie za 20-25 lat służyć jako pożyczak, wraz ze swoimi silniczkami i systemami auto-destrukcji.

Generalnie podsumowanie jest takie jak w tytule. Szanuj i doceniaj co masz. Bo może się okazać że w porównaniu z kaszlem jedziesz S klasą. A w porównaniu z nowymi turbo kosiarkami – demonem niezniszczalności!

Jeden kumpel zaczął doceniać swoją wiekową Babcię, drugi małego Seja.

Może Ci się spodoba:

7 komentarzy

  1. paulina gr pisze:

    Oj no, Sej to już kawał całkiem fajnego auta, strasznie ucieszona byłam jak miałam okazję pośmigać po Katowicach takim z silnikiem 1.1 😀
    Zrobiłeś mi smaka na shake'a… Zgiń!

  2. Aveo jeszcze ma spore szanse tak służyć. Clio z benzyniakiem raczej też.
    A z tym szanowaniem auta, które się ma to w 100% popieram.

    • Bebok pisze:

      Fakt. Zamiast Clio mogłem wpisać Polo TSI czy inny wynalazek. A Clio które miałem na myśli to najnowszy model. Chyba już są tylko silniki z turbo czyli dCi i tCe?

  3. Miałem podobnie – pojechałem "trasę" 300km Ducato L1H1 (sprzed 2000r). Tam do sąsiedniej wioski, jako jedyna trzeźwa osoba w towarzystwie pojechałem ja, Kaszlakiem z pierwszego wypustu, jeszcze 600cm3, kupionym "na pałę" za przysłowiową flaszkę. Trauma. Nigdy więcej. To było jakieś 6-7 lat temu.
    Co masz do Nexii? spoko samochód BYŁ. Bo generalnie wszystkie zgniły.

    • Bebok pisze:

      Eeee! Sedan – to raz. Stan egzemplarza – to dwa!
      Auto wtedy jeszcze nie było stare, a ja jako młody napalony kierowca cieszyłem się z wszystkiego co dało się poprowadzić.

      A mimo tego, sposób działania sprzęgła, dychawiczność silnika, zawieszenie, hałasy i pozycja za kierownicą, zniechęciły mnie taaak strasznie bardzo do tego dziadostwa że szok!

    • "sposób działania sprzęgła, dychawiczność silnika, zawieszenie, hałasy i pozycja za kierownicą" – znaczy się Kadeta nie lubisz!! 🙂

    • Bebok pisze:

      A widzisz. Kolega miał Kadeta, ale tego oryginalnego, Oplowskiego 😀
      1,7D, też sedan. Co prawda nie miałem okazji go prowadzić, ale sama jazda była milion razy przyjemniejsza niż tym ścierwem od znajomych. Mimo tego że na postoju i wolnym biegu, silnik wprawiał w ruchy całą deskę, karoserię, okna i fotele. Po prostu jeden wielki wibrator! I to nie taki powolny jak to dieselek. Częstotliwość wibracji była 2x wyższa, przez rezonans. Wszystko skakało całkiem sporo, bo o jakieś 3mm w każdą stronę od pozycji 0 (6mm od skrajnych położeń!) 😀 Ale sama jazda, ekonomia, dynamika, były całkiem OK! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *