A kiedy już zrobię wszystko co dalej?

Bo przecież po co łapać króliczka skoro tak przyjemnie się go goni?

Zgadzacie się z tym?

Miło jest mieć ten cel do którego się dąży. Kroczek po kroczku zbiera rzeczy, wykonuje kolejne punkty z planu. Oczywiście jeśli sam plan jest dla rozrywki, naszym pomysłem a nie koniecznością czy jakimś innym smutnym obowiązkiem.


Więc teraz jestem. Ja i moje graty. Ten pomysł, dylematy.

„Czy zrobić tak czy inaczej?”

A co będzie potem? Kiedy już wszystko zrobię? Będę mieć swoje autko w stanie takim jaki sobie wymarzyłem…

Czyżbym miał zdziadzieć? Zacząć odkładać jakieś realne kwoty na konto oszczędnościowe? Kupić sobie nowe meble? Na pewno będę mieć jakieś ciuchy normalne, ale też zaopatrzę się raz i na 2-3 lata mam znowu spokój (nie cierpię zakupów).

I wtedy doszło do mnie jak nie szybko będę mieć takie dylemat. Zaczynając od tego że mimo zapracowania, simoleony nie przelewają mi się na prawo i lewo, przez plany na przyszłe wakacje i tripy (Polska jest już zaplanowana, a co za następny rok?), kończąc na stanie auta gdzie jak się zastanowić, jest jeszcze tyle kaprysów do spełnienia…

– piękne koła 17, może 18 cali

– M60B30 powoli się kończy. Plan na M62 jest mi coraz bliższy…

– podsufitka, oryginalne PDC, inne oryginalne wyposażenie dodatkowe…

A to dopiero początek kaprysów. Każdy coraz bardziej kosztowny.

Więc powtarzam: „…po co łapać króliczka skoro tak przyjemnie się go goni?”

P.S.

Co do tych zakupów to tak nie do końca prawda 😛

Moja lista tytułów które mam (teraz legalnie…) rozszerzyła się o horrendalną i nie planowaną ilość….

O ponad połowę dokładniej, a wcale tego nie było mniej… Ale jak tu się oprzeć całej serii Serious Sam za grosze (ale w to się zagrywałem!!!) czy klasycznych Final Fantasy VII i VIII!!! No i Terraria za 8zł. I Tom Rider za 20. Wormsy też są…

Ale ze mnie baba 😀

Może Ci się spodoba:

8 komentarzy

  1. Nie zrobisz wszystkiego z prostego powodu: to BMW – robisz jedną rzecz, dwie inne się psują 😛 Także nie ma co sie martwić problemem, który nie powstanie 🙂

  2. Bebok pisze:

    No poczułem się urażony! 😛 prawie jakbyś o Oplu mowil 🙂 jak tam twoje E36?

    • Cholerne google, napisałem odpowiedź i się nie wysłała

      A E36 standardowo: zrobione zawieszenie -> pojechałem na zbieżność -> wracam -> padła lambda -> zmieniona lambda (nówka Bosch – 300zł uciekło z portfela) -> padła DISA. Dwie awarie w dwa dni. Zeby nie to, ze władowałem w ten złom już ponad 10tyś (plus 5 za które kupiłem, plus dwa razy ubezpieczenie), to bym się go pozbywał. I to na złomowisko, żeby nikt inny się nie musiał z nim męczyć. A tak to jeszcze z dwa sezony pojeżdżę. Potem nigdy więcej BMW

    • Bebok pisze:

      Kierowniku 🙂 Bądźmy obiektywni 😀 jaki inny złom po tak traktowaniu się nie wyłoży 😛 Jeszcze ten rocznik a mimo to za taką cenę 🙂
      Ja np jestem bardzo zadowolony z mojego trupa. Tylko raz mi stanął na drodze, jak się pompa wody wyłożyła.

    • Ale jakim traktowaniu? On chyba nawet 1000 km rocznie u mnie nie robi – jadę raz ostro, potem przerwa na naprawianie, potem znowu raz ostro i znowu naprawianie. I jeszcze te durne pomysły niemieckich inżynierów, jak czujnik prędkości w dyferencjale. Po jaką cholerę on jest, skoro i tak są cztery czujniki prędkości w ABS!? Tym bardziej, że jedyne co się dzieje po uszkodzeniu go, to przesunięcie odcinki na 5500 obr/min. I też tylko po przekroczeniu 100km/h. Tzn. Masz uwalony czujnik i jeździsz poniżej 100km/h, to odcięcie jest normalnie na 6500 obr/min. Jak przekroczysz stówę to się przestawia na 5500 (nawet jak zwolnisz poniżej 100km/h, to i tak będziesz miał cofniętą odcinkę). Ale jak skasujesz błąd odpinając akumulator, to znowu możesz jeździć z normalnym odcięciem. Aż do kolejnego przekroczenia stówy, lub wymiany tego cholerstwa. Niektórzy stosują patent na mostkowanie dwóch pinów w liczniku, co sprawia, ze ECU nie wie, że auto przekroczyło 100km/h i nic się nie dzieje. Ten czujnik jest wiec totalnie zbędny. Oczywiście ja jestem porządny i zamiast lutować wskaźniki, to go wymieniłem na nówkę 😛 Ale nadal uważam, ze projektował to jakiś debil. A jak do debilnego projektu dochodzi jeszcze twórczość poprzedniego właściciela-debila, to już jest armagedon.
      Owszem, teoretycznie mógłbym jeździć aż odpadną koła i nie przejmować się, ze coś tam szwankuje. Ale wtedy nie dam rady skupić się na jeździe, bo mam świadomość, że coś jest z autem nie tak i nie potrafię o tym zapomnieć. Stąd ostatnio poszło 1.5 tyś w poliuretany (Olkusz), sprężyny (Eibach), drążki i łączniki, bo nie chciałem tolerować ŻADNYCH luzów w zawieszeniu i układzie kierowniczym. Przy takim podejściu koszta idą w stratosferę, a kiedy wyjeżdżam z ustawiania zbieżności swoim precyzyjnie prowadzącym się, kosztującym kupę kasy E36 ze zbieżności i od razu rzucają się na mnie dwie nowe awarie, to chęć zezłomowania jest coraz większa.

    • Bebok pisze:

      No czego można też oczekiwać z zajechanego, starego i sam wiesz jak kosmicznie łatanego auta 🙂 Myślę jednak że jak raz zrobisz jakiś element i go doprowadzisz to stanu przynajmniej dobrego, to potem TO już się nie rozłoży 🙂

      To jest ten wiek kiedy nawet najtrwalsze elementy zaczynają się kończyc jak np gumy w tylnej belce i inne lambdy, wtryski. Ale gdybyś kupił Civica jajeczko było by inaczej? 🙂 Niebieskie ślady oleju, chmura za tobą, rdzaaaaa itp itd Niestety te wszystkie maszyny nie stają się coraz młodsze ;(

  3. Darek pisze:

    Co do pytania postawionego na początku wpisu to hmm… wydaje mi się, że to czy warto gonić króliczka zależy to od tego, jaki ten króliczek jest 🙂

    • Bebok pisze:

      No tutaj teoretycznie to piekne i gotowe auto. Ale czy samo cieszenie sie takim wozem jest fajne 😛 bez modzenia, bo czy czegos nie zepsuje jak zaczne ruszac taki niby gotowy projekt? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *