Wakacje w Chorawcji! – część 1.

Zachciało mi się w ten paskudny i deszczowy niedzielny
wieczór więc oto jest (tyle to pisałem aż do dziś..). Historia wyjazdu,
streszczona, w kilku małych postach…
Nie było lekko. Sam wyjazd zapoczątkowany był demotywatorem umieszczonym w nagłówku.
Myślałem sobie że pierw wykonam objazd dookoła Polski, wg
mojego schematu a kiedyś w przyszłości zrobię sobie coś na ten kształt po
Europie, np. do Chorwacji czy Italii. Ale potem sobie spojrzałem że do takiego Adriatyku
wcale nie jest tak daleko jak by się zdawało. Tak na dobrą sprawę w jedną
stronę jest tylko 150 km więcej niż na Kaszuby czy nasze Polskie morze
Bałtyckie.
Tak zaczęło się planowanie drogi. Ostatecznie skończyło
się na tym że dystans zaplanowany był wcale nie krótszy niż ten dokoła Polski,
aaaale jak już się ustaliło kierunek i cel to trzeba było w tym brnąć.

W trasę nie udało się zorganizować nikogo poza
przyjaciółką. Ustaliliśmy tak że ja dopilnuje tego żeby auto nas tam cało i
zdrowo zawiozło i zwiozło. Część gratów miałem. Pozostałą część organizowała
przyjaciółka (czyli wszystkie torby, leżaki, kuchenki polowe itp).
Więc kiedy Ona planowała mnóstwo miejsc, ciekawych
rzeczy, Parków Narodowych z wodospadami, ja jeździłem do kumpla i jego SzczurekGarage żeby przygotować auto.
Same szykowanie można opisać w kolejnych 5 podpunktach.
Streszczając, mogę powiedzieć że do wymiany wstępnie i na bank miały iść gumy
tylnej belki. Wymiana na Olkuszowe poliuretany wymagała sporo pracy. Dodatkowo
przednie zawieszenie wymagało wymiany łączników stabilizatora i końcówek
drążka. Jak już byliśmy z przodu, pasek wraz z kilkoma rolkami i napinaczem
również poszedł na hasiok, w miejsce starych zamontowano nowe. Sam serwis
wymagał jeszcze wymiany linki ręcznego i zapewne innych detali których nie
spamiętałem.
I było by fajnie gdyby nie to że praca szła strasznie
topornie. Kiedy już cała tylna belka była wyciągnięta, padł pomysł żeby za
jednym zamachem wymienić w całym tylnym zawieszeniu wszystkie elementy gumowe.
No ok, „jak już jest to na wierzchu”.
Stare gumy po wyciągnięciu
podłoga po regeneracji pozwalała na takie wyczyny
 
wydech wykonany u Pana Gawrońskiego z Katowic w trybie ekspresowym, dobrym i opłacalnym
Dodatkowo, „jak już jest to na wierzchu” można by zmienić
zimmering na wale, przy silniku i dodatkowo zrobić uszczelkę między skrzynia a
blokiem. Tu niestety skończyło się na planach bo jedna śruba nie chciała
puścić, dodatkowo była objechana.
Zgadnijcie która.
Oczywiście że ta która była na samej górze! Nie działały
żadne magiczne klucze, nie dało się tam dojść żadnym narzędziem żeby ją zbić,
czy kątówką żeby uciąć. A ponieważ całość była robiona w weekend przed tym
zanim miałem jechać, nie było mowy o tym żeby rozgrzebać wóz i wyciągać
wszystko przez komorę silnika.
Jednak Szczur wraz z ekipą dzielnie walczyli i złożyli
dziada! Wszystko działało pięknie. Szef zrobił przejazd próbny. A po
przyjeździe okazało się że to jeszcze nie koniec i beta nie powiedziała
ostatniego słowa!
Zostawiła za sobą strugę cieczy na asfalcie bo pojawił się
jeszcze jeden problem… Regulacja zawieszenia.
Z tyłu pod podłogą znajduje się element który poprzez
połączenie ze stabilizatorem, zwiększa ilość płynu w tylnych amortyzatorach,
lub kiedy obciążenie spada, zmniejsza (w znacznym uproszczeniu). Tak żeby
prześwit był zawsze mniej więcej jeden.
Oczywiście w.w. element trzeba było zdemontować wraz z
przewodami powkręcanymi dookoła. Niestety kiedy wszystko już zostało
zmontowane, a całość niby jeździła okazało się że leje się z tego jak dzikie.
Element wcześnie był nieszczelny, ale nie były to wycieki rzędu 1l na 1km. A
tak właśnie teraz znikał płyn po „ruszeniu”. Ponieważ nie udało się w żaden sposób uszczelnić
cieknącego gwintu, majster próbował zagniatać, zaginać, zaślepiać przewody.
Niestety ciśnienie po odpaleniu silnika i w konsekwencji pompy, było takie że płyn psikał niczym z
pistoletu w śmigusa-dyngusa.
I w ten, wpadł na genialny pomysł! Wszystkie przewody
zostawił tak jak są a z przodu, za lewym nadkolem, wykonał „bajpas” który
omijał cały tylny zespół regulacji zawieszenia, a płyn był w obiegu zamkniętym
bez żadnych przeszkód.
Oczywiście konsekwencją tego była gleba. Bardzo sroga
gleba. No i trochę inne prowadzenie się trupa. Ale generalnie dało się do tego
szybko przyzwyczaić.
Najważniejsze było to że udało się zrobić wszystko na
czas, przed wyjazdem.
Tydzień wcześniej od innej przyjaciółki dostałem
pożyczony kufer na dach, popularną trumnę, o całkiem sporej pojemności.
zestaw wakacyjny
Nie zostało nic tylko się
zapakować i wyjechać!

Ciąg dalszy za niedługo! (tym razem naprawdę! (: )

Może Ci się spodoba:

4 komentarze

  1. Typowe przygody posiadacza BMW :P. Swoją drogą z czego oni te śruby w Bawarii robią!? Z gównolitu!? Ile razy musiałem walczyć z wyrabiającymi się w swoim pudle to już nawet nie liczę. Niby oczkowym kluczem odkręcam, spokojnie i "zgodnie ze sztuką", a główka śruby i tak się robi coraz bardziej okrągła. Podobnie imbusy.
    A poliuretany z Olkusza dobra rzecz. E36 się zrobiło dużo łatwiejsze do wyczucia po zamontowaniu kompletu – ładnych kilka sekund na odcinku można ugrać :). No i ich wytrzymałość też zachęca.

    • Bebok pisze:

      Ale nie powiesz że to nie jest związek na miarę takiego z kobietą? 😀 Niby wkurza często, kosztuje nie mało, ale te kilka chwil kiedy wszystko jest ok, zwyczajnie to rekompensuje i jest tego warte 😛 Poza tym u mnie wszystko działa AŻ tego nie ruszę. A to jest coś znacznie lepszego niż losowe wysiadanie elementów w trasie. 🙂
      Co do gównolitu, nie miałeś starego Forda, nie miałeś styczności z prawdziwym określeniem tego materiału! :> Plastelina przy tym jest niczym stop dobrej stali!

    • Jeśli związek z kobietą ma być taką drogą przez mękę, jak uzdatnianie do jazdy mojego BMW, to wolę pozostać kawalerem. Mnie już przestały obchodzić te krótkie chwile radości – ja to pudło naprawiam na zasadzie "Nie poddam się! wnerwię się, wydam fortunę, ale sie NIE PODDAM! Choćby na złość tym germańskim ofermom, co tak to wszystko koszmarnie zaprojektowały!" 😉

    • Bebok pisze:

      Taki uparty z Ciebie człowiek? 😀
      Kobiety to kobiety 😛 różnią się ale wiele fundamentalnych zachowań mają takie same! :> przez co popularne i prawdę mówiąc trochę prawdziwe jest określenie że wszystkie są takie same 😛
      Uzdatnianie znajomości jest męką ale kiedy wszystko gra nie jest już tak źle 😛 Różnica jest taka że z kobietami zarówno uzdatnienie związku jak i dobre kontakty kosztują krocie 😛

Pozostaw odpowiedź John Yossarian Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *