Gry na PC, telefon i na konsole! Szpilanie, cioranie, farmienie!

Po prostu lubię to!

Nigdy z tego nie wyrosłem! Od kiedy miałem możliwość, drobniaki a potem własny sprzęt, spędzałem mnóstwo godzin grając najczęściej po sieci, sam lub z kumplami.

Proszę państwa, co to Były za rzeźnie! Zaczynało się od spędzania godzin w kawiarence gdzie wtedy jeszcze królował – klasyczny już dziś – szarak, czyli pierwsze wydanie PlayStation. Jako gówniarz do kompa jakoś się nie dobierałem, ale Playa uwielbiałem!

Klasyczne tytuły to Red Alert po „linku” między konsolami, GT2, w którym rządził Nismo, wszystkie części Crash’a, Tekkeny i Final Fantasy VII i VIII! Sentyment pozostał! Ba! Finala starałem się przejść raz jeszcze przez wakacje i mam go nawet na Steamie!


Potem nastała era kawiarenek z pecetami, czasem gralni z PS2, ale to już nie był ten szał. Play gdzie zagrywało się samemu stracił na wartości, kiedy można było zagrać w dziesięciu, razem z bandą innych oszołomów w Quake’a, Counter-Strike’a, Red Alert 2 i tak dalej.

Tak się złożyło, że moim dostawcą internetu był właściciel kawiarenki kilka metrów dalej. Tak się złożyło, że mój komputer był w tej samej sieci, czego efektem była dostępność graczy po LANie, w każdej chwili, o każdej porze dnia i nocy!

Kiedy jeszcze Netsend nie był zablokowany, rozesłałem po wszystkich IP z sieci swoja ksywkę i numer GG. Żniwa dały radę! Poznałem kilka osób, którym potem przeserwisowałem kompa ($), miałem dostęp do muzyki i filmów, kilku hubów DC++. Ale najmilej wspominam dwóch kolesi, z którymi zagrywałem się całymi dniami w C&C Generals! Przez 3 lata rozgrywek tylko 3 razy udało się im mnie pokonać. I jest to wyczyn! Każde spotkanie to była walka na minimum 4-6 godzin. Mapa nie wyglądała jak mapa, a 3 duże jednokolorowe piksele! Czysta rzeź, nienawiść i agresja! Wszystko na wirtualnym polu walki.


Generals! Kocham Atom-bomby!

I tak to mi zostało do dziś. Lubię wirtualną rozrywkę! Teraz niestety jest czasu na to wszystko trochę mniej. Robota, sprawy „dorosłego człowieka” i troszkę mniej werwy już nie pozwalają mi na robienie maratonów jak za nastolatka, kiedy przed nocką w kawiarence siedziałem do jej zamknięcia parę godzin. Potem 12 godzin bardzo intensywnej nocki, a na koniec afterek z domu po LANie z porannymi gośćmi.


 
Polski Earth 2160! Cudowna gra doceniona na świecie!

Nie twierdzę, że z kumplami nie było nocnych schadzek u mnie i siedzenia do póź… wczesnych godzin. Po prostu to już nie ten wigor.

Żeby nie było. Bardzo dużo czasu spędzałem za bajtla poza domem. Na rowerze nabijałem setki kilometrów, zrobiłem sobie nawet patent żeglarski („I tak już został…” bo nie pamiętam kiedy byłem na łodzi 😛 ), z bratem zjeździjmy kawałek Polski na obozach i z ojcem w Tico.

Natomiast teraz jak na złość (no w sumie to kilka lat temu…), mam możliwość, więc wreszcie sobie złożyłem potwora takiego żeby pograć we wszystko w FullHD na maks detalach, niezależnie od tytułu (choć 6800GT w 3 miesiące po premierze to też żadne tam pitu pitu 😀 ), to pojawia się ten problem: wszystkie inne zajęcia.

Więc kiedy jest ładna pogoda to spędzało się czas albo w plenerze na piwie albo przy aucie (grzebiąc w swoim, lub z kolegą grzebiącym w swoim), na wycieczkach, wyjazdach i tak dalej. Nie było czasu wykorzystać tego co miałem przy biurku. A konsola to już całkiem obrosła w kurz (w sumie dalej obrasta… a tak się na nią uparłem!).

Jednak dojrzałem do tego wraz z ciulatą pogodą, że nie ma co się ścierać! Powróciłem po cichaczu do moich starych przyzwyczajeń i w wolnej chwili oddaje się rozgrywce. Moja lista oryginalnych tytułów zbieranych na różnych platformach i pudełkach wynosi już ponad setkę i mam zamiar przejść całość! Dużo z nich przeszedłem kiedy jeszcze kosztowały fortunę a ja zagrywałem się w pirata (Max Payne 1 dla smarkacza to kosmos), ale dzięki różnym promocjom i wyprzedażom mam wiele klasyków jak i nowości w które bardzo chętnie cioram teraz a kiedyś po prostu nie mogłem sobie pozwolić. Ot takie małe zadość uczynienie.

Faceci nie dorastają tylko rosną, są coraz więksi i mają coraz droższe zabawki. Poza V8 jest to też wyczesany komputer i mnóstwo fajnych gierek do pogrania (pominę kilka kaprysów w formie telefonów typu Tosia G900, Xperia made by HTC czy PadFone 2 którego ciągle z chęcią używam). A dobra plazma i Tomb Raider w max detalach to żaden kaprys. To konieczność!

Trzeba zagrać, są o wiele fajniejsze sceny.

Na szczęście nie wciągnęło mnie nigdy w tytuły „telefonowe” i jedynym zagrywaczem jaki mnie zajmuje jest Fruit Ninja gdzie mój rekord wynosi coś koło ~1500 pkt.

Całe szczęście #2 nie jestem sam i jest kilku znajomych, którym też nie przeszkadza -naste przejście Diablo III, GT6 na PS3 jest koniecznością niczym chleb w domu, a NFS wymaga oddzielnego eleganckiego stelaża na kubeł, kierę i monitor.

Jednak pozostał jeden problem nierozwiązany wśród kumpli i kumpelek. Dalej nikt nie lubi ze mną grać w CS’a. Klasyczny Quake III to już całkowita banicja…

P.S.
A Dungeon Keepera 2 dalej z wielką chęcią gram! Znam każdą misję na pamięć a mimo to dalej jest to czysta przyjemność!

Może Ci się spodoba:

5 komentarzy

  1. No ja już się tylko ograniczyłem do serii Dawn of War i samochodówek. Dla mnie komp był zawsze tylko zastępstwem prawdziwego ścigania. Jak tylko pojawiła się możliwość jazdy sportowej w realnym świecie, to w kompy przestalem w ogóle inwestować. A inwestowałem dawniej sporo 🙂 Ależ to był lans być pierwszym wsród znajomych z czterordzeniowym prockiem (Q6600 – mam do dziś). A duzo wcześniej, pierwszym z GeForce 2 GTS (ależ to była wspaniała karta). Choc nadal lubię sobie odpalić jakąś samochodówkę (GTR2, Race07, WRC3), żeby poćwiczyć refleks i się przy okazji rozerwać. Albo RTSa, kiedy umysł domaga się ćwiczeń. Ale mimo to, wielki ekran z wielkim pudłem posiadającym wielką moc obliczeniową został skreślony z listy marzeń.

    • Bebok pisze:

      Ja go też skreśliłem z listy marzeń 😀 już z 3 razy 😛 Coraz większe pudło, coraz mocniejsze bebechy, coraz większy ekran. Ale są rzeczy których samochód nie jest w stanie dostarczyć, jak stado ludzi którzy w jednym pomieszczeniu razem, grupowo grają 5 na 5. Albo w mieszkaniu 4 na 4! Poza Gran Turismo, które jest po prostu fajnie, żadne inne torowe gry mnie nie wciągnęły, ale strzelanki i RTSY nie mają substytutu w życiu realnym 🙂

    • O ilę zgodzę się, że Gran Turismo jest świetne (na ePSXe pogrywam sobie czasem w GT2, a nowsze części to już w ogóle szał), to bardzo polecam spróbować GTR2: wyścigi w deszczu, w nocy, 24-godzinne (bez obaw, z save'ami) i do tego mnóstwo dodatków w necie. I całkiem realistyczna fizyka. Uważam GTR2 za najbardziej kompletną samochodówkę, jaka powstała.

  2. Anonimowy pisze:

    Dobra propozycja na prezent. Braciak ma urodziny teraz w grudniu (nie dostaje odemnie prezentów na wigilię bo urodził się 23 :D) i w sumie by mu się przydało. Poszukam czegoś w necie np. agito albo coś w podobie ale wątpię żeby udało się teraz dostać to przesyłką. Jak zwykle wszystko musze załatwić na ostatnią chwilę. Kiepsko ale cóż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *