Czy trzeba przypominać o przyjemności z jazdy?

shutterstock_117609472[1]Przeglądam neta codziennie, co chwilę. Jestem po prostu wrośnięty w sieć. Czy to w pracy, czy to w wolnym czasie, na telefonie, laptopie czy klasycznym stacjonarnym kompie (kocham moje 32″ robiące za monitor).

Dużo czytam, stron, blogów, portali, filmów mniej lub bardziej rzetelnych.

I zadziwia mnie jak bardzo ludzie chcą za wszelką cenę promować, odkrywać i opisywać sferę estetyczną, duchową, każdą inną tylko nie technologiczną, mechaniczną całego świata motoryzacji. Uważają że jest ona niedoceniana, przepada z każdą kolejną dekadą gdzie samochód staje się trochę przymusem i koniecznym środkiem transportu, trochę kolejnym meblem RTV.

Ale czy kiedykolwiek ta część inżynieryjno-technologiczna była najważniejsza, przynajmniej w opinii publicznej? Skoro tak się od niej odpycha a chwali części niewyrażone w Nm, KM, KW, cm3, PSI i innych wartościach fizycznych?

No bo tak po prawdzie, jeśli spytasz takiego statystycznego Pana Jana, co ma swój garaż od 40 lat a w nim jakiś kawałek żelaza, to myślisz że będzie w stanie Ci bez problemu opowiedzieć jak działa silnik? Teoretycznie tego typu ludzie starej daty uchodzą wręcz za bastion wiedzy technologicznej co i jak. Skąd się bierze iskra, paliwo, jaki jest stopień sprężania i czym się on różni od „kompresji”? Czy udzieli odpowiedzi?

Moim skromnym zdaniem raczej nie, na pewno nie na wszystko i pewnie nie zawsze w miarę ściśle. Będzie to zapewne człowiek który po prostu nie boi się niczego zrobić samodzielnie bo trochę przez wychowanie w takich a nie innych warunkach, trochę przez konieczność, musiał część rzeczy po prostu naprawić, ustawić. Może metodą prób i błędów, może dzięki wiedzy przekazanej poznał jakieś knify. Ale najczęściej tego typu „specjalistyczną” wiedzę mają mechanicy w warsztatach.

A przynajmniej w świecie doskonałym, wszyscy taką posiadają!

Tu będzie dygresja. Dziś popularną jest opinia o tym że dzieciaki praktycznie wychodzą z łona matki z tabletami przyrośniętymi do dłoni, a gimnazjalista jest w stanie bez pierdnięcia dostać się do bazy CIA. Tymczasem najczęściej takie dzieciaki to nic innego niż script kiddies, czyli osobnik który mając podstawową umiejętność obsługi komputera i tutorial Co i jak, lub gotową aplikację, jest w stanie zrobić wiele. Może robić wrażenie ale w praktyce jeśli takiemu dzieciakowi usunie się jedną linijkę z tego tutorialu, sam nie dojdzie do tego że brakuje tam czegoś. Czy jeśli w instrukcji montażu pokrywy zaworów zabraknie linijki o włożeniu uszczelki, przykręcisz ją (pokrywę) na „zaufaj mi”? Pewnie nie. I Pan Jan również. Natomiast te nasze współcześnie genialne dzieciaki, raczej tak.

BO BYŁO NAPISANE WIĘC CZEMU NIE DZIAŁA (opinia wynika z przeczytania mnóstwa stron głupich pytań… ).

Wracając do sedna, technologia, wbrew temu co się myśli, nigdy nie była jakimś głównym podmiotem w nurcie „populistycznej motoryzacji”. Owszem, tak jak dziś, tak samo kiedyś rzucano ładne hasełka, akronimy i kolejne nazwy handlowe tego samego rozwiązania w kilku markach, ale nie przedstawiano jakichś konkretnych informacji.

Zaczynając od podwójnych wałków, elektronicznego wtrysku, czy tam sondy lambda, przez różne określenia technologii zapewniających bezpieczeństwo, aż do teraz, gdzie samochód stał się drugim telefonem, zawsze wychwalano efekt końcowy. Tworzono wśród konsumentów proste połączenie:

nazwa – miłe skojarzenie (lub bełkot marketingowy)

Zapewne większość osób nie zastanawiała się nad tym jak działa i co poprawiają dwa wałki. Sam w sobie w sumie nie różni się za bardzo rolą od pojedynczego. Ale w połączeniu z kilkoma innymi zmianami, daje nam świetnie wymieszaną mieszankę paliwową i dobre przewietrzenie komory, a z dodatkowymi bajerami jak np zmianą charakterystyki „w locie” na ostrzejszą, daje jeszcze fajniejsze efekty.

Człowiek spytany o 16 zaworów odpowie że są fajne i takie auta są szybsze, ale nie ma pojęcia co to jest, jak to działa i dla niego taki napis może być nawet na Tico.

Każdy słyszał o airbagu, ale nie za bardzo wie co wywołuje strzał tej poduszki. I jak właściwie działa ten SIPS który tymi jebitnymi literami zdobi szybę.

Samym źródłem tych wszystkich dobrodziejstw nie jest nazwa, tylko technologia, pomysły konstruktorów i sposób w jaki całość została wykonana.

Puentą wpisu miało być to że sfera piękna czy radości jazdy nigdy nie była zagrożona. Zawsze to ona była w centrum uwagi zarówno kupujących jak i producentów. Są różne nurty, dla przykładu gadżeciarzy, którzy kiedyś mieli mokro na myśl o centralnym z kluczyka, czy otwieranych zdalnie oknach, a teraz będą cieszyć się z „kluczyka” nowe serii 7. Asceci nigdy nie lubili nadmiaru, byle by były niskie koszty i jak najmniej sprzętu do zepsucia.

Ale najczęściej ludzie spytani o swój wóz odpowiedzą że jeździ się nim dobrze, albo źle. Nie będą chwalić się czasami przejazdu z punktu A do punktu B, prędkościami maksymalnymi na prostej czy w jakimś znanym zakręcie lokalnej drogi. Interesować ich będzie spalanie minimalne, czy nie jest za głośny, czy fotele są wygodne i czy do kufra wejdzie krata piwa jakże potrzebna w czasie wypadu na ryby.

Nie ma potrzeby przypominania o tym. Przynajmniej w mojej opinii.

Sam może nie jestem półbogiem mechaniki który z dobrym kluczem-pneumatem rozbierze wszystko w 20 minut do zera. Do levelu mechanika jeszcze sporo mi brakuje. Ale lubię czytać, wiedzieć i właśnie doceniać tych którzy najczęściej w tym wszystkim są pomijani. Chwali się projektantów za kolejny pomysł przetłoczenia tej samej blachy w inny sposób i nadanie temu jakiejś wykwintnej nazwy. Tymczasem mało kto wspomni o tym ile trzeba było się naliczyć żeby dla przykładu nowa Mazda 6, mimo że jest pełnowymiarowym sedanem, ważyła tyle co pięciodrzwiowy kompakt. I mam tu na myśli auta popularne inne niż Opel. Tutaj proporcje są odwrotne.

Kolejna dygresja:

Opla nie uważam za auto złe. Ale za dobre też nie (mowa o współczesnych modelach i ich konkurentach). Nie dlatego że się psuje, czy coś. Nawet tą swoją linie mają całkiem OK, i Insignię sprzed liftingu lubię. Ale nie lubię ich za lenistwo projektantów i „niedoinżynierowanie”. Bo jak to się dzieje że Astra waży prawie tyle co seria 5. A Insignia tyle co limuzyna pełną gęba?

Wracając do tematu, nie trzeba na głos krzyczeć żeby ludzie cieszyli się z jazdy. Ci dla których samochód to coś więcej niż samojezdny karton, wiedzą o tym i cieszą się. Tych których to nie kręci i tak nic nie przestawi na inny tor myślenia. A drobny procent petrolheadów mimo wszystko ma się dobrze, tylko teraz poza kluczem z nasadkami, potrzebuje zestawu interfejsów i laptopa. A po wszystkim i tak przed garażem pod bramą dyskutują o ciśnieniu turbo, czasach wtrysku, zjawiskach falowych i niutonometrach.

I to powinno się promować, ratować!

Rozwiązania technologiczne, fizykę i to w jaki ciekawy sposób rozwiązuje się kolejne problemy i pokonuje kolejne bariery.

BMW-P86-F1-Engine1[1]

Piękna fotka rozgrzanego do czerwoności silnika z wykręconego parametrami, która ma zachęcić.

Może Ci się spodoba:

4 komentarze

  1. Yossarian napisał(a):

    Ogólnie z tezą końcową się zgadzam. Pozwolę sobie ją też nieco rozwinąć o temat niemotoryzacyjny. W ogóle mnie przeraża nienawiść do fizyki jako takiej w obecnych czasach. To był mój absolutnie ulubiony przedmiot. W przeciwieństwie do matematyki, cały czas miała odzwierciedlenie w realnym świecie. A teraz ilekroć słyszę, że fizyka jest be, bo trudna, to mnie szlag trafia. Każda niedouczona jełopa stwierdza z dumą, że jest humanistą i pójdzie na prestiżowe prawo albo zostanie prestiżowym lekarzem. Mimo, że zjawisk wokół siebie nie stara się zrozumieć (bo o nich właśnie jest fizyka). No i potem mamy te zadęte w sobie prawnicze oszołomy, które uważają się za nietykalne i lekarzy-konowałów (nie wszystkich, ale jest ich jednak sporo), co to ryli na pamięć, bo zrozumieć trudno, a jak trzeba przy pacjencie/sprawie sądowej pokombinować to się okazuje że dupa.

    Także to, że nie docenia się techniki w motoryzacji to moim zdaniem efekt znacznie szerszego zjawiska – nie docenia się techniki i fizyki w ogóle. W pogoni za prestiżem zanikła gdzieś ciekawość otaczającego świata 😛

    • Bebok napisał(a):

      Tak! W ludziach zaginęła ciekawość świata, nawet pojedynczego tematu. Jest potem pełno lemingów których jak spytasz o coś to odpowiadają niczym Oksana z dyskoteki. „No generalnie interesuje się nauką, chłopakami i imprezami”…
      Ręce i uszy opadają 😉 Dzieciaki nie wiedzą jak działa tryb debugowania w Androidzie, po co to, a jakby kazali kliknąć „wypierdol wszystko” to z pełnym przekonaniem o swoich umiejętnościach, kliknęliby. Sami mechanicy też coraz częściej podłączają kompa. Do wymiany idzie wszystko co się zaświeciło i Voilà! Auto „naprawione”.

      Ogólnie z nauki robi się przykry obowiązek i złą konieczność, a nie coś ciekawego i fajnego. Sam nigdy nie byłem wzorowym uczniem (oj, nie). Ale myślę że ciekawość świata w sobie mam.

      • QbaKuba napisał(a):

        Kurde no , pojęcie „humanista” zostało już całkowicie wypaczone przez tych wszystkich dys… etc. i innych leni.
        Roszczę sobie prawo do nazywania się humanistą, studiuje typowo humanistyczny kierunek (administrację), ale z fizyką i matematyką nigdy nie miałem problemów. Często się bawiłem prostymi układami elektrycznymi, na tyle ile umiałem jeszcze policzyć. Zlutowałem sobie zegarek elektroniczny. Co więcej, w liceum całkowicie rozłożyłem i złożyłem rower, co wywołało zdumienie właściciela serwisu, gdy rower zaprowadziłem do założenia linek hamulcowych. Stwierdził, że od dawna nie widział dzieciaka, który sam coś zrobił przy rowerze, a co dopiero całkowite rozebranie i złożenie. Do aut też się zabieram na tyle ile mam możliwość, niestety rzadko.
        Ale widzę, że jestem jakimś indywiduum. Samemu coś zrobić? A po co? Próbować zrozumieć technikę, mechanikę etc? Po co? Są od tego specjaliści. A chociażby po to, żeby nie oszukali. Świadomi klient to trudny do oszukania klient.
        Generalnie lubię wiedzieć jak działa to co użytkuje.
        Aaaa, nie wiem jak działa tryb debugowania w Androidzie, ale wiem po co istnieje 😀

  2. Maciek napisał(a):

    Zgadzam się w całej rozciągłości tego wpisu, żeby się czymś interesować, poszerzać wiedzę to trzeba to lubić i niestety nic tego nie zmieni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *