Wszystko jest względne

Jak już kilkukrotnie wspomniałem, przyjemność z jazdy daje mi wszystko co się porusza w wyniku spalania mieszanki paliwowo powietrznej. Dlatego nie biorę udziału w jałowych przepychankach o tym kto jest lepszy ze swoim paliwem i sposobem zapłonu. Fani liczby cetanowej wyzywają innych od wybrakowanego momentu. Fani oktanów pierwszych od niskich obrotów.

A przecież przyjemność z jazdy idzie osiągnąć w każdym wozie. Naprawdę każdym. Bo kiedy wiesz co masz pod maską i czujesz jak „to jedzie”, no to wyzwala się uśmiech, endorfiny. Bo wiesz że jedzie to na maksa. Na swoje 100%.

Wszystko jest względne bo nie ważne czy jest to 3 cylindrowy traktorek na ropę czy V8, na usta ciśnie się uśmiech kiedy opanujesz, poznasz wóz na tyle, że wiesz jak wycisnąć z niego 100% jego możliwości. Kiedy udało się przywrócić na tyle dużo energii i werwy silnikowi a potem można z tego korzystać i wspominać jak to było źle.

Brzmi abstrakcyjnie w odniesieniu do Szkarady, ale wbrew pozorom nie tak łatwo jest wycisnąć z tych szalonych 35 koni jakieś osiągi 😉 Pedał na maksa nie zawsze jest najszybszy, zmiana biegu w odpowiednim czasie ma tutaj gigantyczne znaczenie, sposób w jaki składasz się do zakrętu i w jaki hamujesz. W przypadku tak słabego wozu każdy wytracony kilometr przed wjazdem na jakąś prostą to być albo nie być na zielonym świetle na następnym skrzyżowaniu za 400 metrów. Dodatkowo fajnie jest kiedy spalanie wychodzi w okolicach 4,5l.

I mimo że nie występują tu przeciążenia jak w betce, mimo braku klimy, bagażnika, alufelg i szerokich laci, to jednak przyjemność z jazdy w tym traktorku jest na bardzo wysokim poziomie. I to jest sedno. Bo sama jazda i uczucie tego co potrafi „to to” hałasujące z przodu jest źródłem rozluźnienia i przyjemności.

A gdy do tego przypomnę sobie stan w jakim ją zwiozłem na Śląsk, gdzie do rozpędzenia się do 100 potrzeba było pasa startowego i przepaści, gdy z rury wydobywał się czarny dym jak przy pożarze zakładów przerobu plastiku. Do tego matowy lakier , hałas i inne dolegliwości… Teraz patrzę na nią i po prostu czuje satysfakcję że nie zgniła nikomu w krzakach albo nie została zwyczajnie zajechana do końca przez zaniedbanie.

Miała być zwyczajnym wozem roboczym. Środkiem do zarabiania pieniędzy, orania na siebie i właściciela. A teraz, mimo całego braku prestiżu i osiągów, czuje ogromną przyjemność z każdego kilometra zrobionego tym małym potworkiem. I do niedalekich podróży ostatnio częściej jeżdżę właśnie nią zamiast Buczka czy Czarnego.

Może Ci się spodoba:

4 komentarze

  1. Nowa napisał(a):

    Kolejny powód jazdy takim autkiem z przyjemnością to sentyment, od razu przypomina mi się mój pierwszy samochodzik 😀

  2. Blonde napisał(a):

    3 cylindry cudownie mruczą! Od niedawna jestem szczęśliwą właścicielką Daihatsu Sirion. Jazda tym wozem jest mega przyjemnością 😉

  3. Pieklonakolach napisał(a):

    Pokusiłbym się o delikatną parafrazę klasyka – jazda każdym samochodem daje radość, ale niektórymi daje jej więcej…
    Są po prostu samochody, które nie były projektowane z priorytetem dostarczania kierowcy wrażeń i czasami ciężko ją odnaleźć, zwłaszcza jeśli ma się możliwość porównania z tymi „radośniejszymi”.
    Tak na marginesie, nie wiem jak w Sirionie, ale w Rapidzie 3 cylindry mają irytujący na dłuższą metę dźwięk.

  4. autonalatatnbpl napisał(a):

    No,3 cylindry na rope to yanmar. 16 koni. I to dopiero jest w deche! I kazde tylne kolo osobno hamowane. Na lodzie. Czujecie to? 16 koni. Naprawde w deche! Ale musi byc lod. No i nie w centrum 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *