Wóz albo do jeżdżenia, albo do oglądania. Nie ma półśrodków.

Każdy miał taki moment kiedy sobie postanowił że będzie działać dokładnie według swojego planu np. po zakupie samochodu, telefonu, mieszkania, po postanowieniu regularnego gotowania czy uczęszczania na siłkę.
A potem przychodzi rzeczywistość i wszystko wywraca do góry nogami.

Takim moim planem było utrzymanie Klocka w stanie nienaruszonym, doskonałym. Takim żeby jako 10 latek jego wiek można było rozpoznać tylko po stanie niekorygowanego licznika, ale żeby z zewnątrz czy w środku, wszystko było sprawne i niezniszczone.

I plan jest do wykonania, ale nie w wozie typu daily-driver.

Dziś wprowadziłem kolejne rzeczy do Motostat’a, i okazuje się że po 33 tysiącach kilometrów, z całego planu wyszło niewiele. Bo nie jest aż tak dużą filozofią utrzymanie względnego porządku w środku, nie zniszczenie podsufitki (zwłaszcza jak się nie pali), czy niezarysowanie szybki ochronnej zegarów. Nawet samą tapicerkę da się regularnie prać a jeśli nie została wykonana z chusteczek papierowych, nie powinna się przetrzeć przez całkiem długi czas.

Problemem stanowi wszystko na zewnątrz wozu co jest wystawione na działanie rzeczy spoza naszej kontroli. Mam tu na myśli wszystko. Od śniegu i wilgoci, przez piach i kamienie spod kół, ptaki i inne zwierzaki po innych użytkowników drogi i parkingów.

Dramat!

Doszedłem do wniosku że wóz który jest w użyciu innym niż parę kilometrów tygodniowo i stoi pod chmurką, nie ma prawa dobrze się prezentować bez regularnego odnawiania.

NIE MA SZANS!

Bo co z tego że w środku tapicerka ma pranie co zmianę oleju, paka jest odkurzana. Plastiki się trzymają a mechanicznie wóz jest twardy jak łydki wysportowanej nastolatki.

Skoro jakiś imbecyl na parkingu wyciera się dupą o brudne auto i zostawia ślady aż do podkładu!
Inny imbecyl porządnie poobciera się swoim wozem o lusterko mojego. Piasek sam w sobie zostawia wszędzie ślady. Bo cały front wygląda jak po kiepskim piaskowaniu. Dodatkowo po większych kamieniach mam już kilka mocnych wgniotek a szyba już była klejona po pawim oczku.

Nie ma znaczenia że chciałem mieć piękny czarny wóz z nałożoną ceramika, skoro nie ma szans się tym nacieszyć. Nawet jak Fiacik zasłuży i dostanie swoje spa, następnego dnia znowu rusza w trasę i znowu wygląda jak po brodzeniu w lesie. Zimą to już całkiem płaczę nad tym wszystkim…

Dziura w drzwiach.

Tyle lat jeździłem. Tyle lat mógł mnie ktoś obetrzeć. Oczywiście że stało się to miesiąc po lakierowaniu…

Ale jest w tym dobra strona!

Kiedy w końcu zaopatrzę się w takiego grubego klasyka, z niskim przebiegiem, w doskonałym stanie i dobrym silnikiem, wiem czego robić mi nie będzie wolno.

– Zakaz parkowania na jakimkolwiek parkingu! Jeśli będzie potrzeba skorzystać z marketu, będę musiał parkować w kącie z dala od wejścia gdzie zazwyczaj nie ma nikogo innego.

– Zakaz jechania za dużymi pojazdami. Syf który leci za nimi strasznie piaskuje karoserie, a większe kawałki kamieni potrafią wyrządzić niezłe szkody.

– Zakaz zostawiania wozu w garażu na dłuższy czas w stanie niedomytym, niezatankowanym, niedopieszczonym po wycieczce. Po prostu innym niż prezencyjnym.

– Bezwzględny zakaż korzystania z niego przez zimę.

– Przynajmniej raz do roku w sezonie, będzie trzeba zajechać i przepłacić za wymianę dobrego oleju w ASO 😉

Nie pozwoliłbym skrzywdzić takiej piękności!

Nie pozwoliłbym skrzywdzić takiej piękności!

Taki jest plan V2, wydanie drugie, poprawione, errata, itp.

Jak dojdzie do zakupu, ciekawe jakie rzeczy życie przygotuje na takie okoliczności?

Może Ci się spodoba:

7 komentarzy

  1. Qropatwa napisał(a):

    Też doszedłem do takiego wniosku, więc nie praktykuje już łączenia funkcji. Do jazdy codziennej jest Galant, a na klasyka już zbieram. Niemniej przy tak wysokich stawkach OC to myślę ostatnio, czy by przypadkiem nie kupić np. ładnego W126/W124 i tym śmigać na co dzień (zniżka automobilklub/25 lat).

  2. Yossarian napisał(a):

    Wymiana dobrego oleju w ASO…. daj Pan spokój. kupujesz swój olej i jedziesz do normalnego (zaufanego) mechanika, żeby Ci go wlał. A nie do ASO, gdzie dostaniesz diabli wiedzą co z jakiejś beczki. I to za dwukrotność ceny :P.

    A co do artykułu to się zgadzam. o Hondę dbam jak nienormalny, parkuję zawsze tak, zeby zminimalizować ryzyko obicia, zarysowania przez idiotów parkingowych. A i tak są rysy, odpryski itd. itp. 😛 No nie da się…. Ale z tym klasykiem głupi pomysł – po co drugi wóz, gdzie się człowiek będzie bał o rysy? Lepiej auto do sportu, gdzie wybombienie w krzaki/opony powoduje co najwyżej wzruszenie ramion i świadomość, że zawsze to się trochę zwiększyło doświadczenie za kółkiem 😉

    • Bebok napisał(a):

      Klasyk dla samej przyjemności posiadania 🙂
      Jako inwestycja.
      I stąd ten olej. Bo oczywiście że zmiana to nie problem. Ale lista przeglądów w ASO to potencjalna wartość dodana do modelu i spisane stany licznika, itp itd.
      A do wycierania się po krzakach mam już betkę 😀 już się nie patyczkuje i nie boje o odpryski w czasie zasuwania 🙂

  3. Andrzej napisał(a):

    I jak tam z tym gazem w klocku się czujesz? Ja mam 15k km i wciąż się zastanawiam. Zdaje się, że też masz silnik 350a1000 i nie wiem czy on lubi gaz czy nie bardzo czy trzeba ręcznie regulować luz zaworowy czy nie. A może zrobiłeś już tego swapa na T-jeta? 🙂
    Posiadacz kwadratowej zielonej żaby pozdrawia.

    • Bebok napisał(a):

      Doskonale się czuję z ceną 20zl za 100km 😉 silnikowi nic nie ma. Luzy faktycznie serwis reguluje bo nie ma szklanek. Silnik to rozwinięcie jeszcze 1.4 Fire. 8 zaworów i zmienna faza wałka rozrządu. A tak jest głośny, powolny, mało awaryjny i dużo palący 😉 jak dobre stare silniki ;P
      T-Jet… Chciałbym ;>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *