Wielka zmiana nadchodzi!

Proszę Państwa, świat i czas zapierdzielają. Jasno, ciemno, jasno, ciemno, minęły już ponad dwa lata z Klockiem. Więc może zrobię mały update, bo na najbliższe czasy szykuje się lawina nowych inspiracji i tematów do obgadania i opisania!

Zacznę od podsumowania 25 miesięcy od zakupu Fiata Qubo.

Ogólnie wóz spełnił moje oczekiwania i gdyby był używany zgodnie z przeznaczeniem i moimi pierwotnymi intencjami, zapewne obyłoby się bez kilku przygód, ale o tym później.

Status Klocka zacznę od przebiegu. W momencie kiedy piszę te słowa, naklepane jest kapkę ponad 82 tysiące kilometrów. Olej i ogólnie przeglądy, starałem się robić co 15-20 tysięcy kilometrów, a nie co zabójcze (IMHO) i zalecane 30kkm. Na początku, jak wiecie, troszeczkę wciągał olej przy jeździe autostradowej. Nie wiem czy to kwestia docierania się czy faktycznie wszystkie tak mają, ale po 2 zmianie i podawaniu ceramizera problem praktycznie zniknął. Za „małe przeglądy” co 20 tysięcy płaciłem jakieś śmieszne pieniądze, czyli ~500zł brutto za wymianę oleju, filtrów oleju, kabinowego, ogólne sprawdzanie. Co drugi (w moim przypadku trzeci) przegląd trzeba wyregulować luzy zaworowe, bo nie ma hydraulicznych kasatorów. To jest kolejne 500zł (łącznie tysiąc brutto). Z rzeczy typowo eksploatacyjnych to skończyły się jeszcze klocki i tarcze z przodu przy około 80kkm, no i para opon letnich. Była gładka jak pupa niemowlęcia. Druga para z tyłu jeszcze się do czegoś nadawała i pewnie skończy się w tym sezonie na przedniej osi.

Z rzeczy których wymiany nie przewidziałem, zacznę od gwarancyjnej, jednorazowej wymiany łożysk kolumn McPhersona z przodu, już przy przebiegu 20kkm, ale od tamtej pory jest totalna cisza i brak problemów (podobno przypadłość modelu, najwyraźniej części „poliftowe” rozwiązują problem). No i teraz zostały rzeczy dramatyczniejsze, czyli zasilanie w paliwo i wydech efektów spalania.

W listopadzie 2017 na postojach czasami czułem zapach gazu w kabinie. Do tego czasem migała na kilka chwil kontrolka Check Engine, ale po przełączeniu na bene albo odpuszczeniu gazu, znikała, błąd też sam się potrafił zrestartować. Błąd wyświetlała sonda, ponieważ okazało się że listwa wtryskowa Landi Renzo nie wytrwała nawet 2 lat na gwarancji i musiałem ją wymienić bo się rozciekła. Czekałem na to trochę czasu. Potem okazało się że jednak błąd sondy/kata dalej się pojawia. Wtedy raz jeszcze wyregulowano gaz. Błąd dalej się pojawiał. Okazało się że w kolektorze wydechowym od jazdy po autostradach wypaliła się uszczelka a sam kolektor od temperatury delikatnie się zdeformował!!! Demontaż oczywiście nie poszedł zgodnie z planem, szpilka się ukręciła (Stażyści ukręcili? Przecież to nowe auto!) i trzeba czekać na „speców” od takich historii. Ostatecznie kolektor zdemontowano, splanowano, zamontowano wszystko na miejsce i… dalej pojawia się błąd z pytaniem czy mam silnik.

Wtedy zezłościłem się i poprosiłem nie o kasowanie i „obserwowanie” tylko pełną diagnostykę, wyeliminowanie wszystkiego i podanie przyczyny. No i się dowiedziałem.. że jednak jest to katalizator. Ale zanim się dowiedziałem, gwarancja zdążyła się skończyć. Serwis wysłał pismo z prośba o gest handlowy i dostarczenie nowego kata o wartości 4000 za darmo, ale (podobno) automatyczny system po przeanalizowaniu danych stwierdził że „NIE KURŁA!”.

No wtedy wybuchłem, napisałem ładne pisemko do FCA Polska i dopiero po tym liście (z fragmentami typu „przedsądowe wezwanie do ugody”) sprawa została przekazana ponownie do salonu, tam panowie wysłali ponownie prośbę o wysłanie kata i czekam co z tego wyjdzie. Nie przyjmuje innej opcji niż wymiana gwarancyjna.

Wisienką są detale jak przerwany materiał od drążka zmiany biegów (10kkm)czy ubytek w wieńcu kierownicy (rozmiar dużego ziarenka piasku ale bardzo widoczny, wkurwia niesamowicie, nie wymieniono na gwarancji sugerując że to uszkodzenie spowodowane moją niedbałością…).

cuzamen do kupy , mimo tego wszystkiego co dzieje się w ostatnim kwartale, wóz jako tako jest fajny i na pewno będę go bardzo miło wspominał!

Jestem dalej zakochany w kombinacji czerwonej tapicerki z czarnym lakierem, ciekawą fakturą deski rozdzielczej i całkiem fajną jakością plastiku owej. Po prostu podoba mi się bo jest to wesołe i dzielne wozidełko całkowicie inne niż do porzygu nudne albo plastikowe wnętrza innych wozów . Może nie jest najnowocześniejsze, nie ma żadnych zbędnych pierdół elektronicznych ale jest to miłe miejsce do siedzenia i pokonywania kilometrów.

Rzeczą która się w tym fiaciku u mnie nie sprawdziła to silniczek. Ośmiozaworowa, stara rzędowa czwórka, która brałem ze względu na potencjalną pancerność, okazała się wcale nie tak pancerna. A przez strasznie krótkie przełożenia, częsta i dłuższa jazda na autostradzie czy ekspresówce, z jakąś względnie sensowną prędkością typu 120km/h, okazała się dla osprzętu czymś ponad jego siły. Silniczek fajnie ciągnie od 1500 obrotów mim braku turbo. Ma tylko zmienne fazy na jednym wałku. Ale kręcenie go do 4500 obr. morduje go. Czyli tylko jazda spokojna albo lokalna.

I to jest puenta. Okłamywałem się że potrafię opanować się. Zmusić się do jazdy wolniej ale „z zapasem czasu”. Niestety, zawsze chcę w dobę upchnąć jak najwięcej rzecz do zrobienia, czasem okoliczności same się tak buntują przeciwko mnie. A wtedy okazuje się że nie ma możliwości „okazjonalnego” przegonienia go. Bo jazda normalna, przy 120-130km/h to już 95% możliwości silnika a wszystko powyżej to powolne zabójstwo.

Trafi w dobre ręce.

Może Ci się spodoba:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *