Nie (nie)kupujcie auta na F! One siem psujo!

Tytuł taki trochę przekorny. Ale nie lubię psycho-fanboystwa! Wiecie co mam na myśli. Ludzie od pokoleń mają tylko VAGa, bo jego tato i dziado mieli. Taki Fanboy teraz jest w stanie za tego VAGa i jego szerokopojęte „dobre imię” i za swoją rację, pociąć sobie (lub bardziej Tobie) żyły, byle wyszło po jego myśli. Wyznawcy PSA wyzywają innych wyznawców od ludzi bez jakiegokolwiek polotu, sami stawiając się w roli krzywdzonych przez wszystkich feministek. Znacie klimat. Winą średniej sprzedaży i stereotypowej opinii nie są wygórowane ceny, nie zawsze adekwatne do jakości, czy braków w ilości cylindrów.

To Ci źli Niemcy i ich propaganda!

Fani ameryki twierdzą że

There is no replacement for displacement

Więc wyzywają wszystkie europejskie autka od eko-kosiarek. Wozidła japońskie od „zrobionych z ryżu wydmuszek”. I tak świat się kręci. A jednym z hasełek które służy za oręże, jest słynne:

Nie kupuje się aut marek zaczynających się na F.

I co ja głupi znowu zrobiłem…

Ale na początek szybki przegląd historii. Jak jest z pierwszym wozem, wiadomo. W 2/3 zakupy te, to wpadki. Jeśli kupuje się coś bezpiecznego i rozsądnego, z pomocą kogoś zrównoważonego, jak się zrezygnuje z jakichkolwiek fantazji, można trafić OK i jeździć długo i szczęśliwie.

Więc mój przypadek to nie ten opisany powyżej.

Jako ambitny ale jednocześnie absolutnie nieświadomy wszelakich detali motoryzacyjnych, byłem uparty że chce grzechotnika bo będzie stosunkowo mało palił, dobrze jechał, będzie bezawaryjny. Kombi bo pakowne (jedyna rzecz która się z całego zakupu zgadzała) i że będzie to Escort bo tam krzyżuje się krzywa między moim ówczesnym budżetem i tym co oferuje rynek (tak mi się wydawało). Alternatywą (wtedy mi się tak wydawało) był Fiat Palo Weekend z 1.6 16V, ale to jednak nie były moje pieniądze(wtedy mi się tak nie wydawało). Z Trupem jak było, opisywał kilka razy. W dużym skrócie: mniej lub bardziej wesoło.

Potem była zmiana frontu o 180 stopni. Czyli Bawara z V8. Wszystko to obrobione z premedytacją w gaz! No i było lepiej. Jeździła do niedawna. Jednak dalej będąc upartym, choć trochę bardziej świadomym, parłem dalej i pchałem czas i pieniądze w trupa jakim był Buczek. Tak naprawdę dzwon na swój sposób mnie wyzwolił z problemu.

W międzyczasie miałem epizod ze Szkaradą, za kwotę w której nie można źle trafić. Cieplutko wspominam tą pokrakę. Jakby nie patrzeć, wybijamy się z Europy na Japonię. W dodatku w downsizing, zanim ten był modny.

Kilka słów mojego zachwytu.

A potem nastał zakup pierwszego auta z salonu! Znowu poczułem się jak 18-latek. Sprzedawca w salonie z którym kupowałem auto, musiał mieć niezły ubaw jak mnie widywał kiedy przebierałem nogami na myśl o moim nowym, skonfigurowanym Qubo z czerwona tapicerką i dodatkowymi alufelgami! WOHO!!! Moje prawie Ferrari!

Rzeczywistość: wóz zrobiony z nudli (oraz z dynamiką sosu spływającego po nich). Ale do dziś poza jedną wymianą katalizatora z powodu (IMHO) źle ustawionej instalacji gazowej w ASO, nie ma z nim problemów których nie spodziewalibyście się po Fiacie, i o k tórych nie wyczytało się przed zakupem. Czyli raz wymieniony alternator, raz na gwarancji mocowania przednich McPhersonów, rzeczy eksploatacyjne. Ma już >110k km nawinięte i dalej sprawia mi frajdę kiedy okazjonalnie do niego wsiadam. (Oczywiście nie muszę dopisywać że auto nie było użytkowane w niedziele w drodze na działeczke czy na ryby, tylko trzaskało tysiące km w weekendy)

I w sumie na tym skończyły się moje aktualizacje na stronie. Fiacik ma nowego właściciela. Betę upalałem wesoło dalej. Ale potrzebowałem czegoś „rozsądnego” do trzaskania kilometrów na fuchach. Fiat nie lubi trzymania przez 500km ciągłych 4500 obrotów.

I tu zaczynają się jaja. W dużym skrócie, chciałem kupić sobie Doblo z 1.4 T-jet, żeby w przyszłości porobić go na coś mocniejszego. Nawet już złożyłem zamówienie, zajechałem do Warszawy i…

Okazało się że wóz ma z tyłu inne drzwi niż chciałem i było ustalane oraz wpisane w zamówienie.

Sprawa się ciągnęła, mieli dać w alternatywie innego, z dobrymi drzwiami, może nawet być w dieslu. Ale po 2 miesiącach straciłem cierpliwość. Zawitałem do Forda a tam czekała na mnie super oferta. Umowę podpisałem praktycznie w chwilę moment i już zostało tylko czekanie na swojego nowego busa.

Tak stałem się posiadaczem Tourneo Connect z 1.5 TDCI który legitymuje się prawilnymi 120 konikami i jakimś momentem rzędu 270Nm. Zdecydowanie za mało jak na moje wymagania ale dalej znacznie przyjemniej niż z 1.4 8v.

Dziś ma nawinięte w dwa latka 110 000km i kurde, jest to super żelazo!

Swiss Alps!

Może Ci się spodoba:

2 komentarze

  1. Bebok pisze:

    Na pohybel stereotypom!

  2. marky pisze:

    No, tym w alpy to szacun.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *