Zaufanie do twojego dealera

Ostatnio w sieci wyczytałem opowiastkę pewnego pana na temat jego zakupu Audi. Można mocno posmieszkować z nieszczęścia człowieka który (najwyraźniej naiwnie…) myślał że można wydać 300 tysięcy na samochód i mieć spokój. Jak to dobrze że ma lekkie pióro i dystans do sytuacji. Polecam też jego kanał na YT jako dowody.

Long story short: dwaj regionalni dilerzy śmieją się z człowieka a serwisanci robią tylko upgrade z konsoli, bo „nic się nie da ,ten typ tak ma”.

To jest przykład tego że żadne państwo, żadna instytucja, nikt nie zadziała za nas jeśli sami nie zainteresujemy się swoimi pieniędzmi. Wszystko jest dobrze w 99 na 100 sytuacji, gdy do ASO jeździsz tylko po to żeby zmieniać olej, klocki i kupować samochody. Jaja zaczynają się kiedy przychodzi do ustalenia kto jest za co odpowiedzialny w razie awarii. Wtedy nie ma pięknego uśmiechu połączonego ze słowami „Będzie Pan zadowolony.

Tu nawet nie chodzi o kAłdi!

Wtedy zaczyna się przepychanie i rzucanie paragrafami. Tak jak ASO Fiata mi się wypięło że „kiedy świeci kontrolka pomarańczowa, check engine, wóz musi zostać jak najszybciej zatrzymany i wciągnięty na lawetę”. Ale kiedy w tej samej chwili dzwoniłem z pytaniem czy mogę jechać, dostałem telefonicznie info z serwisu że  „proszę jechać”. Nagrania nie było, nikt nic nie mówił. Płać i wymieniaj sam. Panowie odpowiednio wcześniej grozili ujawnieniem licznika „jazdy na kontrolce”. Jak miło.

Ostatnio miałem historię z busikiem. Raz na jakiś czas śmiesznie nim telepało. Czasem słychać delikatnie dźwięk jakby łożysk ze skrzyni. Zaniepokojony (bo nieświadomy ze mnie operator, nie jeżdżę dziesiątkami sztuk takich aut, nie mam rozpoznania czy to model czy sztuka) dzwonię do ASO. Mówią że „na razie nic się nie dzieje, jeździć”.

Oh, co za szok…

Ja na to przezornie nauczony mówię że takie „zaświadczenie” nie wystarczy mi. Oni że kwitu na nic nie wystawią. Więc ugadałem się że zostawiłem im wóz na tydzień do mielenia i słuchania.

Po wszystkim mówią że wszystko jest OK. Ale nauczony historiami, teraz mam przynajmniej w systemie kwit na to że wykazałem zainteresowanie ze swojej strony i jeśli coś się posypie to nikt nie wypnie się na mnie że „nic nie mówiłem, w systemie tego nie ma, nas to nie interesuje”.

Smutne jest że tak na dobrą sprawę powinniśmy nie ufać nikomu. Żadnemu mechanikowi, nikomu komu auto oddajemy. Powinny być protokoły z każdej, nawet najmniejszej pierdoły.

No ale nie od dziś wiadomo że wszystko jest fajnie do momentu konfliktu o pieniąs.

Post zastępczy bo mój hiper-duper tekst na 2 strony maszynopisu, został zjedzony przez awarię worda…

Może Ci się spodoba:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *