Auto używane, nie będzie ładne

Kiedy kupiłem Facika, miałem ambitny plan utrzymać go w stanie „ładnym”. Wiecie, zawsze „wykończonym”, nie udupionym, bez osadu na lakierze, tym który zostaje mimo ostrego mycia bezdotykowego. Więc wesoło zabrałem go do kolegi na warsztat, gdzie na nowy, nie zajechany, nie wypiaskowany, nie umazany smołą i asfaltem lakier, nałożono powłokę ceramiczną.

Fiu fiu! Wyglądał ładnie. Ale okazuje się że taką ceramikę trzeba „oczyszczać”. Jej pory mimo wszystko się zapychają. Więc mycie wymaga jeszcze więcej czasu i zaangażowania niż zakładałem. Dodatkowo część rzeczy trzeba ponownie przeprowadzać u detailera.

No to wosk! Na następne auta chciałem po staremu nałożyć klasyczny, tani (względem ceramiki), dobrej jakości wosk. Powinien dalej wyjść ułamkiem kosztu ceramiki ale odnawiany co np 3 miesiące, powinien ładnie zabezpieczyć auto i na myjce powodować relaks a nie wkurzenie.

I co? Dupa…

Meritum mojego marudzenia i przyczyna tego wylewu żalu:

Co było celem tych zabiegów na samochodzie?

No żeby był ładny. Żeby łatwiej było go utrzymać czystym, bez tej warstwy którą widać nawet na świeżo, po dobrym myciu na myjce bezdotykowej. Zapewne wiecie o czym się rozpisuje. Niby wszystko jest ok, wydaje się być czyste i zadbane. Zwłaszcza na lakierach srebrnopodobnych.

Ale kiedy tylko dotknie się palcem maski albo dolnej części drzwi, kiedy zechcesz ręcznie usunąć ślad muchy albo kawałek lepiku, asfalt z drzwi, zostawiasz jebitną jasną dziurę w jednolicie matowej i idealnie gradientowej powierzchni syfu.

I nie umiem tego przełknąć! Doprowadza mnie to do szału.

Że niezależnie od tego co by się nie nałożyło. Czy ceramikę na nowe auto. Czy „betonowy wosk zimowy” (pozdro Rafał 🙂 ) to na końcu i tak w perspektywie tygodnia będzie ten syf.

Nie zostaje nic tylko pogodzić się z tym że takie wynalazki są na samochody używane sporadycznie albo tylko „w dobrą pogodę”. Ale jeśli np ja robię łącznie 60-90 tyś km swoimi autami w rok (czyli statystycznie wychodzi 30kkm/rok Betą i 60kkm/rok Fordem) to wszystkie te zabiegi i tak są bez sensu.

Mam „nową” 20-letnią betę, ze starym lakierem, na którą jeszcze nic nie nakładałem. I mam do porównania doświadczenia z ostatnich 4 lat z dwoma autami nowymi jednym lakierowanym od zera i Szkaradą. Z ceramiką, woskiem letnim, zimowym „betonowym” na pół roku, pastami Tempo, itp. Porównanie mówi jedno: szkoda pieniędzy. Jak zrobisz na raz 500km, nieważne co byś nie miał na aucie, będzie nadawać się znowu tylko pod szmatę.

Nie ma takiej myjki, nie ma takiego środka pianowego na stacjach dostępnych publicznie, żeby zmyć ten syf. Czy to z lakieru zabezpieczonego, czy 20 letniego matowego kapcia. Ostatecznie i tak trzeba użyć super ciśnienia/super piany/fizycznej szmaty.

Takie przemyślenie-frustracja przed nadchodzącym latem które może komuś się przydać, jak będzie szukał oszczędności czasu/pieniędzy w takich powłokach.

Klasycznie, marzenie było proste: niech auto wygląda jak z reklamy, przynajmniej kiedy jest sucho. W praktyce jest to nie do zrobienia. Wszystkie te środki są (IMHO) dla aut klasycznych, nieużywanych, trzymanych w garażu, oszczędzanych. Kiedy efekt może się utrzymać.

Tymczasem u mnie warunki użytkowania tego są takie, jakby w w super halowych adasiach przejść się w górach po dzikim buszu. Nie ważne ile zapłacisz za buty, nieważne jakiej jakości. Jak wejdziesz w krzewy, błoto, kamienie, po jednej trasie będą wyglądać jak obuwie bezdomnego.

Jak zabezpiecza się ciężarówki? Może to jest wyjście dla mnie?

Może Ci się spodoba:

2 komentarze

  1. Qropatwa pisze:

    O myciu aut na myjniach samoobsługowych to w ogóle nie ma co gadać, bo to nie jest mycie samochodu. To jest tylko rozmazywanie i podlewanie auta dużą ilością wody. Żeby umyć auto porządnie trzeba je myć ręcznie mikrofibrą a nie oblewać wodą pod ciśnieniem. Jak już jestem na samoobsługowej (w zimie) to obserwuję zawsze ze śmiechem ludzi co skaczą wokół tego swoje auta, leją tą wodę i leją a to praktycznie nic nie daje. Po 10 minutach „takiego „mycia” wygląda dokładne tak samo jak po pierwszej, czy drugiej minucie. Lakier auta musi być fizycznie dotknięty, żeby był efekt – to jest prawda, która nie jest powszechnie znana, choć tak oczywista 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *