Stan (nie)wysycenia.

Od nowego roku, jazda do pracy jest „w sam raz” pod względem długości, zróżnicowania, satysfakcji. Ale jest za krótka w dni kiedy mam czas. Ponieważ roboty w terenie na razie nie ma tyle co kiedyś, nie mam za wiele okazji żeby pokręcić się w aucie dłużej niż 2-3h.

Doprowadza to bardzo często do stanu w którym podjeżdżam pod dom/prace/klienta i smucę się bo trasa dobiegła do końca! A ja ciągle czuje stan spragnienia!

W całokształcie można porównać to do stanu który człowiek czasem odczuwa (a przynajmniej ja tak słyszałem od innych równie nierozsądnych i nie-pro-przesadnie-zdrowych ludzi którzy lubią alkohol i dobre biesiadowanie) kiedy przez długi czas nie był na żadnej imprezie, więc człowiek ma ochotę pójść w tango i nadrobić! Masz tak?

Ale bym wyszedł na piwo do knajpy! Może jakiś ruszt czy ognisko. Nie tam na kebsa, czy na jedno piwko. Mam ochotę na grubą posiadówę do świtu!

Takie stany jako grubą analogię-przenośnię można zastosować do tego co mi się dzieje pod czaszką kiedy jestem niewysycony drogą, czasem spędzonym w samochodzie i podróży.

Jestem niczym człowieczek który wieczorkiem wypija sobie piwko do ulubionego filmu czy serialu, ale jest stęskniony za baletem bez limitu! Jak grubas który sobie podjada rozsądne porcje, nie chodzi głodny czy niezadowolony, ale ma ochotę wciągnąć pół kilo wołowego w burgerze, potem skoczyć na kebsa i zapić colką, aż dupa pęknie!

Chcę, potrzebuje!

Raz na jakiś niedługi kres czasu, wejść w auto i zrobić trasę tak dużą i tak męczącą że kiedy będzie wychodził z auta, będę w głowie powtarzał że wreszcie dojechałem!

Nie, że chciałbym jeszcze jeden kawałek.

Czy to stan uzależnienia?

Następny dzień już jest lepszy, ale chęć powraca! Na jeszcze jeden kwadrans, jeszcze jeden kilometr… Aż znowu nadejdzie dzień kiedy stan wysycenia spadnie poniżej minimum i podejmę decyzję że trzeba się zniszczyć jednym tripem nad Bałtyk z powrotem, bez hotelu czy przerwy.

Jestem tylko człowiekiem ze swoimi uzależnieniami i akceptuje siebie takim jaki jestem.

 

Może Ci się spodoba:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *