Prawie jak bielizna!

Patrząc z bardzo daleka i zakreślając maksymalnie dwa okręgi, dwie grupy, można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że wystarczy to by sprawnie i poprawnie podzielić populację na dwa zasadnicze typy.

Ludzi którzy samochody traktują osobiście, z różną intensywnością ale ostatecznie w jakiś sposób „rejestrują” czym jeżdżą, jak wygląda, przez przypadek lub celowo interesują się tym.

Oraz resztę która nie widzi w samochodzie nic bardziej ekscytującego niż w zmywarce. No fajnie żeby była odpowiednia do kuchni i pasowała kolorem, może być ekonomiczna i nie droga ale nie mam zielonego pojęcia co i jak, i skąd, i nie mam zamiaru czytać instrukcji.

Jeśli spojrzeć w ten sposób, to praktycznie wszystko da się w ten tak skategoryzować:

I stąd wstęp do puenty i moje przemyślenia.

Samochód dla znacznej części społeczeństwa jest czymś tak osobistym jak zegarek. Jak bielizna. Nie sposób trafić z tymi wszystkimi detalami w sedno tego co ktoś oczekiwał, albo do czego sam nie wiedział że lubi.

Widzę to po moich dyskusjach z Bebokową i tym na jakie detale i pierdoły zwracamy uwagę. Detale podobnego kalibru ale inne. Ostatecznie w dyskusji okazuje się że nawet kiedy zejdziemy do konkretnego detalu-pierdoły, przełącznika czy działania jakiegoś mechanizmu, to mamy różną opinię o tym samym gówienku.

Jak różne są to detale i czasami jak małe! I pomimo „praktycznego zastosowania” pojazdu i wmawiania sobie że „to tylko daily, żaden cudak”, to człowiek się w jakiś sposób przyzwyczaja i lubi/wkurza się na cechy tego żelastwa.

Stąd taka śmiała teza. Że nawet dupowóz do śmigania wkoło komina, może mieć 35 koni i być najlepszym-najtańszym autkiem w historii gdy te drobnostki się zgadzają. A można kupić totalnie miałkie auto jak pasztetowa z biedronki (mielone wszystko i tylko zapakowane jako tako) za kupę pieniędzy i nie cieszyć się z niego wcale bo na każdym kroku trafiamy na to co niszczy całą zabawę i wysysa z nas życie.

Bardzo fajny jest fragment Breaking Bad gdzie żona Waltera kupuje Juniorowi jego pierwsze auto. Z dużym przerysowaniem ale widać jak w opinii statystycznej matki wygląda „fajne” auto wg młodych, ale takie „rozsądne”. Dla niej jest inne niż kolejny jakiś Neon czy Toyota, za to młody zapewne wolałby tego Neona i przynajmniej przy nim coś porobić niż gnić w grzybowozie.

Więc to jest puenta. Wóz jest jak zegarek. Najgorsze co można zrobić to komuś kupić go w prezencie, bo jest tyle modeli, w tylu wariacjach kolorów, producentów, stylu, rozmiaru. A czasem wystarczy dosłownie jeden detal, kolorek, kąt, kształt, żeby odebrać całą przyjemność sensownego i sprawnego urządzenia.

Wóz jest jak bielizna. Temat bardzo osobisty i nie sposób oddać tego jak się w nim dobrze czujesz i dlaczego.

 

P.S.

Rick&Morty – najlepsza kreskówka wszech czasów <3

 

Może Ci się spodoba:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *